Drukuj Powrót do artykułu

Wielkanoc w Libanie: pomiędzy goryczą wojny a strachem przed przyszłością

07 kwietnia 2026 | 15:22 | rj, La Croix | Bejrut Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Charles Cuau/SIPA/SIPA/East News

Wielkanoc nie przyniosła Libańczykom upragnionego oddechu. Izraelskie bomby bez przerwy spadały na stołeczny Bejrut i południe Libanu. Szczególnie dotkliwe są bombardowania miasta Sour (Tyr), gdzie uszkodzony został szpital. W Niedzielę Zmartwychwstania zginęła cała sześcioosobowa rodzina, która nie zdążyła się ewakuować z pogranicza. „Ta wojna jest straszniejsza od poprzedniej, ludzie żyją w ogromnym strachu” – mówi ojciec Ghanema. Posługuje on w mieście Antélias na północ od Bejrutu, które stało się schronieniem dla chrześcijan uciekających z południa.

Co piąty mieszkaniec Libanu jest obecnie przesiedleńcem, ministerstwo zdrowia informuje o ponad 1400 ofiarach śmiertelnych, w tym 130 dzieciach. Prezydent Joseph Aoun ponowił apel do Izraela o bezpośrednie negocjacje, by zapobiec przekształceniu południa kraju – gdzie izraelska armia prowadzi działania lądowe i równa z ziemią całe wioski – w nową, spustoszoną wojną Strefę Gazy.

Tchnąć nadzieję

„Staram się tchnąć w nich nadzieję – mówi maronicki mnich z Zakonu Świętego Antoniego. – Ale ta wojna jest trudniejsza, bardziej niebezpieczna, wielu ludzi obawia się, że tym razem nigdy nie będą mogli wrócić do swoich domów”. W przyklasztornych pomieszczeniach schronili się chrześcijanie z trzech wiosek w dystrykcie Bint Dżbeil na południu Libanu, gdzie od kilku tygodni trwają zaciekłe walki. Podczas gdy żony i dzieci pozostały w Bejrucie, część mężczyzn zdecydowała się jednak wrócić na południe, by uprawiać swoje pola obsadzone tytoniem, które stanowią ich jedyne źródło dochodu. Mają też nadzieję, że obecność mieszkańców zapobiegnie zniszczeniu ich domów przez izraelską armię.

O jedną wojnę za dużo

Ojciec Ghanema wyznaje, że w wielkanocnym czasie gorycz wojny miesza się ze strachem przed przyszłością. Libańczykom coraz trudniej o cierpliwość i nadzieję. „Potrzebujemy wiary, aby przetrwać, ale zaczynamy tracić nadzieję na powrót” – mówi „La Croix” Samar, matka pięciorga dzieci. „Albo nigdy nie będziemy mogli wrócić do naszych domów, albo wrócimy i będziemy mieli ogromne trudności z odbudową”. Kobieta wyznaje, że w 2024 roku nikt im nie pomógł. Samar wciąż nosi żałobę. Jej rodzice i brat zginęli podczas izraelskiego bombardowania ich domu w centrum Debel w październiku 2024 roku. Dla tej 42-letniej kobiety ta wojna jest o jedną za dużo. „Dzisiaj czuję, że musimy opuścić Liban, aby szukać szczęścia gdzie indziej. Po to, by mieć normalne życie”. W tym roku, jak mówi, bardziej niż kiedykolwiek odczuwa mękę Chrystusa, wszystko, przez co On przeszedł.

Modlitwa pośród odgłosu bombardowań

Adonis Rizk jest taksówkarzem z Qaouzah, bardzo ubogiej, niemal całkowicie zniszczonej chrześcijańskiej wioski położonej 2 km od granicy izraelskiej. Podczas poprzedniej wojny pozostał na miejscu przez piętnaście miesięcy, teraz natychmiast ewakuował się z rodziną. Wciąż tli się w nim nadzieja, że kiedyś będzie mógł powrócić na swą ziemię.  „Mam nadzieję, że Kościół nie zawiedzie nas po zakończeniu wojny” – mówi w rozmowie z „La Croix”, przekonany, że „Izrael nie będzie trwale okupował południowego Libanu”. Kościół Matki Bożej z Lourdes, gdzie znalazł schronienie, znajduje się tuż obok dzielnicy zamieszkanej w Bejrucie głównie przez szyitów, w strefie czerwonej wyznaczonej przez izraelską armię. „Naszym modlitwom towarzyszy odgłos bombardowań” – wskazuje miejscowy proboszcz.

Twarze przeorane cierpieniem

Trwający ostrzał nie zniechęcił wiernych, którzy licznie uczestniczyli w nabożeństwach Wielkiego Tygodnia i Wielkiej Nocy. Ze względów bezpieczeństwa liturgia Wigilii Paschalnej została przesunięta na popołudnie. „Wybrzmiało przesłanie, że Jezus żyje i że niesiemy nadzieję. Dla pokoju, dla bezpieczeństwa południowego Libanu, dla zakończenia wojny” – mówi ojciec Khalil Chalfoun. Wyznaje, że wśród ludzi nie ma nastroju do świętowania, są zmęczeni izraelskimi nalotami, na ich twarzach widać coraz większe cierpienie. „Kiedy przychodzimy do kościoła, czujemy, że Bóg jest z nami, modlimy się o pokój. Jezus jest światłem, które pozwala nam iść dalej” – mówi Marina Nassar. Kobieta dodaje, że każdemu wyjściu do kościoła towarzyszy jej strach, by nie paść celem ostrzału lub zdradzieckich dronów. „Gdy nie musimy – dodaje – nie wychodzimy z domu”. Wielu parafian podziela tę samą żarliwość. Ale także te same obawy. „To jedność w modlitwie daje nam siłę” – mówi 55-letnia pielęgniarka, wspominając, że chrześcijanie Bejrutu codziennie modlą się za swych braci z południa. „Nasi przodkowie, nasi rodzice robili wszystko, by pozostać w Libanie – mówi. – My zrobimy to samo, bo kochamy nasz kraj”.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.