Drukuj Powrót do artykułu

Wolontariusz na linii frontu: nie ma słów, by opisać te zbrodnie

04 maja 2022 | 17:04 | Michał Bruszewski (KAI) | Charków Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. AP/Associated Press/East News

„To są tak potworne zbrodnie, że nie ma słów, by to opisać” – mówi w wywiadzie dla KAI Maksim, współpracownik Kościoła katolickiego na Ukrainie i działacz humanitarny Fundacji „Szansa na życie” jeżdżący na front wojny Rosji z Ukrainą. „Rodzina jechała autem i zostali ostrzelani przez Rosjan. Stracili dwójkę swych dzieci. Wzięliśmy ich do swojego auta i ewakuowaliśmy. (…) Gdy przyjechaliśmy do Borodianki to ludzie cierpieli taki głód i pragnienie, że jedli mięso zwierząt i pili z kałuż. Dziewczynki są gwałcone rurami. Mężczyźni torturowani” – mówi Maksim.

Michał Bruszewski (KAI) Jak zaczęliście pomagać?

Maksim: Najpierw chcieliśmy ewakuować cywilów z zagrożonych miejsc. Jeździliśmy pod Buczę, Izjum i do Charkowa. Na początku było bardzo trudno, ponieważ ostrzał rosyjski był nieustanny. Zdarzały się pauzy w atakach i nalotach, ale chwilowe.

KAI: Rosjanie do Was strzelali?

– Wiele razy. W Charkowie mieliśmy taką sytuację, że przyjechaliśmy na osiedle, by pomóc ewakuować się ludziom z jednego z domów. W tym czasie na dom obok zaczęły spadać Grady [rosyjskie rakiety – przyp. KAI]. Ludzi transportujemy na bezpieczniejsze tereny, na Zachód. W stronę ostrzeliwanych miast z kolei ładowaliśmy pomoc humanitarną, jedzenie, aby ludziom, którzy zostali, jakoś pomóc. By mogli przetrwać.

KAI: Co robiliście przed wojną?

– Większość z nas pracowała przed wojną jako przedsiębiorcy. Obecnie utrzymujemy uchodźców wojennych. Od pierwszego dnia jeździmy na front. Współpracujemy z Kościołem katolickim w zakresie pomocy humanitarnej.

KAI: O Izjumie mówi się w Polsce bardzo mało, a były tam ciężkie walki. Jak wygląda sytuacja na tym odcinku frontu?

– Był moment przed okupacją rosyjską, że dało się ewakuować ludzi. Staraliśmy się transportować kogo się dało, jeszcze nim armia rosyjska uderzała na Izjum. Teraz część terenów kontrolują Rosjanie. Trzymają ludzi siłą, nie dają im uciec. Dokonują zbrodni. Gwałcą.

KAI: Dużo mówi się o współudziale w zbrodniach kadyrowców, czyli oddziałów namiestnika Czeczenii Ramzana Kadyrowa.

– To „tik-tok wojsko”. Oni się do niczego nie nadają. Na pewno nie do walki. Pokazują aranżowane filmiki. Strzelają też w plecy rosyjskim żołnierzom, gdy ci uciekają. Na froncie się kompromitują, a nie walczą. Pamiętajmy też, że nie można powiedzieć, że zbrodni dokonują „tylko” kadyrowcy. Nie, krew na rękach mają rekruci z Rostowa albo z Jakucji. Rosjanie.

KAI: Jeździsz dużo na front. Symbolem tej wojny jest Mariupol. Jak wygląda tam sytuacja?

– Mariupol to piekło. Chłopaki bronią się w Azowstalu. Pomimo wysokich strat będą się bronili do ostatniej kropli krwi.

KAI: Jakie są najtrudniejsze doświadczenia w twojej służbie?

– Niestety wiele jest takich przeżyć. Rodzina jechała autem i zostali ostrzelani przez Rosjan. Stracili dwójkę swych dzieci. Wzięliśmy ich do swojego auta i ewakuowaliśmy. Inna rodzina. Wozimy mamę z synem, wiedząc, że ojciec rodziny już nie żyje. Dziecko nie ma taty. Gdy przyjechaliśmy do Borodianki to ludzie cierpieli taki głód i pragnienie, że jedli mięso zwierząt i pili z kałuż. Dziewczynki są gwałcone rurami. Mężczyźni torturowani. Rosjanie obcinają uszy, nosy. Kobiety dzwonią do swoich bliskich mówiąc rodzinie, że w mieszkaniu obok słyszą krzyki gwałconej sąsiadki i boją się, że zaraz przyjdą do nich, a one nie mają jak uciec. Gwałcone przez Rosjan było nawet jednoroczne niemowlę. To są tak potworne zbrodnie, że nie ma słów, by to opisać. Opiekujemy się uchodźcami wojennymi, którzy to widzieli, przeżyli. Patrzysz w ich oczy i widzisz, że zgasły za życia. Gdy ratujemy tych ludzi, transportujemy na Zachód, potem dostajemy podziękowania, że wyrwaliśmy ich z piekła.

KAI: Jak wygląda morale ukraińskich żołnierzy?

– Jest głębokie przekonanie, że wygramy i to kwestia czasu. Że odzyskamy zabrane przez Rosjan ziemie, wyzwolimy okupowane tereny. Morale jest wysokie, nawet w takich miejscach jak Mariupol.

KAI: Poszła ofensywa na Donbas, ale wcześniej Rosjanie uciekli spod Kijowa. Co dalej?

– Rosjanie przeciągają swoją klęskę. Tam także zostaną zatrzymani, na wschodzie. Nasi chłopcy wypierają Rosjan z wielu miejscowości. Na Ukrainie nie ma pytania: czy zwyciężymy? Na Ukrainie pytamy tylko: kiedy zwyciężymy? To jest nasza cena wolności. Udowadniamy światu, o co walczy naród ukraiński. Bronimy Ukrainy, bronimy Europy.

KAI: Mieszkałeś w Polsce i widzisz jak Polacy pomagają na Ukrainie. Rozmawiamy w bardzo trudnych czasach, ale obaj widzimy jak polsko-ukraińskie relacje się zacieśniają.

– Widzimy, że Polska to nasz bratni kraj, który wyciągnął do nas rękę. Że pomaga. Że ratuje kobiety, dzieci od bombardowań, dając im bezpieczny dach nad głową. Mieszkałem w Polsce, i to budujące, jak wzajemnie się traktujemy. To jest braterstwo! Polacy wiedzą, że jak Ukraińcy nie daliby sobie rady, to Rosja napadnie na Polskę. Mamy dobre relacje na poziomie prezydentów – i na poziomie zwykłych ludzi. To ważne. Pomagają księża, pomaga Kościół katolicki. Pomagają chrześcijanie. Pomagacie w takich miejscach jak Borodianka, a ja to nazywam: cud rozmnożenia chleba. Głodni ludzie mogą przetrwać, bo dostali żywność z Polski. Bucza i Borodianka to tylko wycinek tego, jak straszna jest rosyjska okupacja. Jest wiele takich miejscowości, gdzie Rosjanie dokonują zbrodni i to dopiero zostanie odkryte, gdy wyzwolimy te tereny.

KAI: Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Michał Bruszewski.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.